Wszyscy tutaj lubimy robotyzację. Raz że mamy dzięki niej na parówki, a dwa że wyższe bezpieczeństwo, mniej uciążliwa praca i takie tam. Ale nie zawsze.

Parafrazując Murphy’ego: błądzić jest rzeczą ludzką, ale żeby coś porządnie spieprzyć potrzebny jest robot przemysłowy.

1972_Chevrolet_Vega_Hatcback
Chevrolet Vega (nazwa kodowa XP-887) miał być przełomem technologicznym. Specjalnie dla niego fabryka w Lordstown została wyposażona w 26 robotów Unimate. W swoim czasie była to najbardziej zautomatyzowana fabryka samochodowa na świecie.
GM_Lordstown_Installation_Unimate_robots_strike
Dzięki wszelkim nowinkom technicznym udało się osiągnąć kosmiczne tempo produkcji: 100 sztuk samochodów na godzinę. Co 36 sekund z linii zjeżdżał nowy pojazd. W tym czasie pozostali konkurenci na rynku amerykańskim potrafili wyprodukować w ciągu godziny 50 – 60 samochodów.

Takie tempo robi wrażenie również dzisiaj – czas cyklu na liniach produkcji karoserii (BIW) w przypadku popularnych marek oscyluje w okolicach 50 – 60 sekund w zależności od producenta i przewidywanego zainteresowania autem przez klientów.

Szefie, zrobiłem wykres w excelu

Utrzymanie takiego tempa produkcji nie było problemem dla robotów. Żeby osiągnąć wysoką wydajność, wszystkie zadania wykonywane przez ludzi rozbito na najprostsze możliwe operacje. W celu ograniczenia bezproduktywnych ruchów stanowiska pracy i narzędzia pracy umieszczono przy samej taśmie. Pracownicy nie różnili się niczym od kur z chowu klatkowego. Siedzieli przez całą zmianę w jednym miejscu, wykonujące jeden nieskomplikowany ruch nie wymagający żadnego wysiłku intelektualnego.

Patrząc z boku na Lordstown w początkowym okresie produkcji Chevroleta Vega można zauważyć że było tam zatrudnionych sporo „nadmiarowych” pracowników. Ta nadmiarowość pozwalała na zmianę przy linii i odpoczynek. To co sprawdzało się na linii, nie wyglądało dobrze w excelu – w 1971 odbyły się masowe zwolnienia.

Każde upuszczenie klucza było było gwałtem na jakości – pracownik nie miał wystarczająco czasu żeby go podnieść i prawidłowo umocować kolejną część. Nie było też już nikogo kto mógłby go zmienić i pozwolić na chwilę odpoczynku. Auta zjeżdżały z linii bez umocowanych kluczowych elementów.

Ludzkie automaty

Ta monotonia i mordercze tempo pracy zaowocowały głośnym strajkiem w 1972 roku który trwał trzy tygodnie i przyniósł GM-owi 150 milionów dolarów.Był on początkiem dyskusji o warunkach pracy w przemyśle motoryzacyjnym w USA.

A Chevrolet Vega mimo montażu w najbardziej zrobotyzowanej fabryce swoich czasów przeszedł do historii jako jedno z najbardziej awaryjnych aut. Przez wielu został zapamiętany jako najgorsze amerykańskie auto jakie kiedykolwiek powstało.